Radca Prawny Maciej Bedyński
Radca Prawny Marzena Świniarska-Małecka

Należy do kategorii: Mecenas

16 października 2019

Pozew o nic – Superficies

Czy można pozwać o nic?

Inaczej mówiąc, czy można pozwać o coś co jest tylko złudzeniem albo wyobrażeniem kogoś o czymś lub o kimś?

Powód, jako inicjator sprawy sądowej, z reguły wie (a może powinien wiedzieć) czego się domaga przed sądem od swojego przeciwnika procesowego; jakiego wyroku oczekuje od Sądu. Czy można pozwać o wszystko co przyjdzie nam do głowy? Legendarne są już słyszane przeze mnie na korytarzach sądowych bądź od klientów tzw. „pozwy o szkody/straty moralne”.

Wyjaśniam, że w polskim prawie co do zasady istnieje zamknięty katalog spraw, które możemy dać pod osąd.

Odrębną kwestią są pozwy o ustalenie, o których możesz przeczytać we wpisie „Ustalmy to! – 1 pozew zamiast 11 (pozew o ustalenie)”. Innymi słowy wniesienie pozwu o nic skazane jest na porażkę, co w dalszej konsekwencji skutkować może (zazwyczaj będzie) koniecznością zapłaty na rzecz przeciwnika-wygrywającej strony kosztów procesu, w tym kosztów za zastępstwo prawne mecenasa w sprawie sądowej.

Tytuł tego wpisu zawiera w sobie „magiczne” słowo Superficies. Chcąc opowiedzieć historię pozwu o nic w tym konkretnym przypadku należy zacząć od łacińskiej (kardynalnej zasady prawa), zgodnie z którą: To co jest na powierzchni przypada gruntowi (Superficies solo cedit) a w praktyce właścicielowi gruntu.

Praktycznie znaczenie tej zasady ma zastosowanie np. w stosunku do budynków, drzew….. i innych rzeczy trwale z gruntem związanych. Czym było by prawo bez wyjątków?

Takim wyjątkiem od powyższej zasady jest np. sytuacja istnienia na gruncie urządzeń do przesyłu pary, energii, gazu, które to urządzenia stanowią własność przedsiębiorstwa przesyłowego (np. dystrybutora gazu, energii elektrycznej). Wyjątek ten opisany jest w art. 49 kodeksu cywilnego (zainteresowanych odsyłam do ustawy).

Przechodząc do meritum sprawy: Pan Jerzy był właścicielem nieruchomości, na środku której stał samotny słup energetyczny. Słup nie był pod napięciem, nie były do niego podłączone żadne kable i przewody, stanowił przypuszczalnie pozostałość starego ciągu linii energetycznej.

Pan Jerzy nie miał ochoty na własny koszt i ryzyko usuwać słupa z gruntu. Skierował samodzielnie pozew do sądu w oparciu o przepisy dotyczące ochrony prawa własności.

Na pierwszej rozprawie, jak i wcześniej w odpowiedzi na pozew, firma energetyczna powołując się na zasadę Superficies solo cedit oświadczyła, że słup nie jest jej własnością, ponieważ nie jest podłączony do sieci. Wskazała też, że właściciel gruntu może słup usunąć i zabrać, bo jest jego właścicielem.

Sąd skrytykował postawę firmy energetycznej jako nie mającą oparcia w przepisach.

Podczas drugiej rozprawy sąd po głębszej analizie problemu zmienił zdanie.

Ostatecznie pozew został oddalony a Pan Jerzy został obciążony kosztami. Okazało się, że jego pozew był oparty na właściwych przepisach, ale sytuacja faktyczna, tj. istnienie słupa na gruncie bez jego fizycznego połączenia z siecią elektryczną skutkował tym, że jego status prawny był tożsamy z drzewem, które rosło w ogrodzie.

Pan Jerzy nie wiedział, że słup (który okazał się drewniany-przypadkowe skojarzenie z drzewem) może zostać ścięty (usunięty z jego ziemi) bez konsekwencji.

Bilans zysków i strat dla Pana Jerzego wyglądał tak, że poniósł znaczne koszty postępowania sądowego a w zamian uzyskał drewno i trochę złomu.

Z powyższej historii wynika prosta rada: przemyśl, skonsultuj i zastanów się zanim skierujesz pozew do Sądu. Nawet sytuacje, które wydają się oczywiste i proste mogą takimi nie być.

 

Autor:

Maciej Bedyński

Redaktor naczelny

Udostępnij: